.three months of DUBAI 2007.

MISCELLANEOUS

MOTHER TONGUE RANDOM NOTES . PASMIETNIK Z DUBAJU .

back

kombejbi.com
















jest 28 kwietnia 2007, chwilowo 10:18
siedze na tylku na dywanie. musze cos wymyslic na nastepne dni, bo chce niebyc, zniknac.
codziennie chodzic do kina? umawiac sie? pstrykac foty /wydawac miliony dirhamow na taksowki, zeby dosiegnac targetow?/ chce juz do domu, do domu chce, gdzie? do warszawy? na chwile. tiruriru, co tu robic. dzis na przyklad mam wolne, wiec powinnam ruszyc ten tylek z dywanu i ruszyc na samotny podboj, skoro ludzie zajeci, a ja mam blanka i nie wiem gdzie sie ruszyc, faking lame. nienawidze siebie takiej rozciapcianej, niezdecydowanej, nieostrej.

i ten upal na zewnatrz, te przyciezkawe buchajace powietrze. to slowo jakos nawet nie pasuje, bo powietrze to cos swiezego, podczas gdy to cos przydusza. suche takie jakby zakurzone piachem, niewidzialna drobina.